Strony: 1 2
O tym jak łączyć w sobie bycie „Bestią”, a zarazem „Nauczycielem” świetnie wie dominator z Baltimore. Corsley Edwards to zdecydowanie najbardziej charakterystyczny koszykarz w tym sezonie TBL i jeden z najlepszych środkowych w historii ligi.
S.M.: Zostałeś MVP Meczu Gwiazd Tauron Basket Ligi i wyglądało na to, że czerpałeś naprawdę sporo radości z tego występu i nie był to udawany uśmiech pod publiczkę. Nie był to też twój pierwszy udział w tego typu imprezie, ale wychodzi na to, że ciągle tłumy dają ci energie, którą chcesz im oddać…
Corsley Edwards: Dokładnie, zgadzam się z tym, co powiedziałeś. Tak naprawdę to świetne uczucie towarzyszyło mi już od momentu, kiedy dowiedziałem się, że fani wybrali mnie do pierwszej piątki i oddali na mnie swoje głosy. Chciałem, aby ci, którzy się na to zdecydowali zobaczyli w Katowicach całego mnie, po prostu Corsleya Edwardsa, nie tylko koszykarza, ale kolesia, który całkowicie kocha życie.
Przy okazji dałeś im niezłe widowisko, kilka naprawdę mocnych zagrań.
Po prostu cieszę się, kiedy gram w koszykówkę. Ja kocham tą grę. Także, jeśli daję z siebie wszystko i to do mnie wraca, wtedy jest to coś wspaniałego. Mam tu na myśli to, co dostałem od tych wszystkich, którzy wybrali właśnie mnie w głosowaniu na Meczu Gwiazd. Chcę zostawić coś po sobie, jakiś ślad na świecie, za sprawą swojej gry jak i po prostu bycia dobrym człowiekiem.
Natomiast, jeśli chodzi o te zagrania, które zaprezentowałem. Przed meczem niczego nie planowałem, nie wyobrażałem sobie, że pokażę taki czy inny zwód. To wszystko przyszło właśnie w trakcie trwania meczu. Zawsze biorę to, co daje mi obrona i punktuje rywala. Nigdy nie tworzę planu tego, w jaki sposób mogę zdobywać punkty na danym zawodniku. Po prostu śledząc decyzje defensywne drużyny przeciwnej podejmuję konkretny ruch. Czytam obronę.
Wspomniałeś o tym, że chcesz zostawić po sobie jakiś ślad. Jak na razie jesteś na dobrej drodze, aby w Polsce fani koszykówki nie zapomnieli o tobie. Mówiąc jak najkrócej, rozgrywasz bardzo dobry sezon, ale też pamiętając twoje mecze z poprzednich lat, NBA, ACB, ale nie tylko i mając na uwadze, że ciągle jesteś w odpowiedniej formie fizycznej, chyba zgodzisz się ze mną, że cały czas nie pokazałeś tak naprawdę wszystkiego, co masz…
Tak, to prawda. Mam jeszcze o wiele więcej do zaprezentowania. Trener powiedział mi, że jeśli będę chciał nadal się uczyć, rozwijać, to cały czas mogę bardzo rozwinąć swoją grę i mieć jeszcze sporo, sporo do pokazania w trakcie meczów.
Myślisz, że przed tobą jeszcze naprawdę wiele nauki, którą musisz wykonać?
Oczywiście, że tak, ponieważ, jeśli poczułbym, że to jest już mój najwyższy poziom to nie miałbym już nic więcej do osiągnięcia. A ja wiem, że mam jeszcze wiele rzeczy, które mogę rozwinąć w swojej grze. Chcę jeszcze dużo osiągnąć, wykonać. Zawsze czuję, że mogę jeszcze pójść do przodu.
Co masz na myśli?
Drogę do tego, aby być jednym z najlepszych w tym, co robię. Grę w koszykówkę na każdym poziomie. Tak, aby ludzie czuli, że chcą grać właśnie jak Corsley Edwards, a nie jak ci gracze, których oglądają teraz w NBA.
Nie masz jednak wrażenia, że w Polsce jest to trudniejsze do realizacji, gdyż liga jest dla ciebie w pewnym stopniu zbyt miękka pod względem decyzji sędziów, którzy wyznaczają granice twardości gry.
Nie, ja to widzę tak, że to jest coś, do czego po prostu muszę się przyzwyczaić. Powiem szczerze, nie wkurza mnie to, a jedynie sprawia, iż czuję, że muszę robić coś inaczej.
Na początku sezonu, kiedy jeszcze nie wiedziałeś, co cię czeka. Zupełnie szczerze, nie odczuwałeś z tego powodu frustracji?
Było to frustrujące, ale jako profesjonalista musisz się do tego przystosować, znaleźć rozwiązanie. Na tym to polega i nie przejmuję się już tym więcej.
Porozmawiajmy trochę o mentalności. Myślisz, że ta jest teraz twoją mocną czy słabą stroną ?
W tym momencie to jest moja mocna strona, ponieważ pomaga mi każdego dnia mojego życia, dzień po dniu.
Pytam, dlatego, że widzę twoje dwa oblicza. Z jednej strony widzę Corsleya Edwardsa, gościa, który chce dominować, jest dla tej ligi kimś w rodzaju Shaqa w latach 90 w NBA. Po prostu jest skupiony na swoim celu, a w głowie „ma włączony tryb bestii”. Jednak, kiedy indziej widzę cię trochę poza meczem, najczęściej po „gwizdkach” sędziów, z którymi się nie zgadzasz…
No tak to bywa denerwujące, ale sędziowie to także ludzie i jak wszyscy, robią błędy. Czasami nawet przyznają mi się do złych decyzji. A ja? Ja także nie jestem perfekcyjny, idealny. Przychodzi wieczór, w którym odbywa się mecz. Jest to wieczór pracy. Jednak nie zawsze możesz być najlepszym strzelcem. Tak to właśnie widzę, jeśli chodzi o mnie. Wiem, że muszę wykonać także inną część roboty. Mam tu na myśli utrzymanie drużyny razem, aby wszystko dobrze działało. Przy tym sam muszę nieźle funkcjonować. Zajmuję się także innymi rzeczami, nie tylko zdobywaniem punktów, jak podanie do wolnego kolegi. Uwierz mi, że jeśli zespół będzie potrzebował, abym oddał ważny rzut to będę w tym miejscu, w którym powinienem i go wykonam. A „tryb bestii”… na boisku jest we mnie zawsze i nigdy mnie nie opuszcza.
To uczucie nie zmieniło się od czasu, kiedy grałeś jeszcze w NCAA i jako dzieciak chciałeś urywać głowy rywali i zdominować grę?
Dokładnie tak. Zaczynam wchodzić w ten tryb zaraz po tym, kiedy wstaję w dniu meczu. Wtedy to się włącza. To już jest dla mnie praktycznie rutyna i powiem, że lubię to.
Strony: 1 2
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
Powiązane tagi: Anwil Włocławek, Corsley Edwards, Mecz Gwiazd, Tauron Basket Liga






