Strony: 1 2

Eks­klu­zywny wywiad Worldbasket.info z Toma­ses Pace­sa­sem! Litew­ski szko­le­nio­wiec opo­wiada o swoim blogu, tego­rocz­nych zma­ga­niach na euro­pej­skich par­kie­tach i bolącz­kach Pol­skiej Ligi Koszy­kówki.

Tomas Pacesas (© K&M Ziółkowscy / foto.ziolo.eu)
K&M Ziół­kow­scy / foto.ziolo.eu

WB: Zacznijmy od spraw boisko­wych. W poprzed­nim sezo­nie mówił Pan, że gra­nie na trzech fron­tach nie jest dobrym roz­wią­za­niem. Asseco Pro­kom tym razem gra na dwóch (póki co bez TBL), ale wyniki są chyba dale­kie od Pana ocze­ki­wań. W jakim stop­niu obecne wyniki to efekt nie­zbyt uda­nych trans­fe­rów Ame­ry­ka­nów (Gee, Brown), a ile w tym pro­stej aryt­me­tyki budże­to­wej?

T.P.: Nie wiem, czy można do sprawy odnieść się tak, że to były nie­zbyt udane trans­fery. Zwłasz­cza jeśli kon­tak­tu­jesz Dewina Browna – mistrza NBA, czy­nisz pewne oczy­wi­ste zało­że­nia, ale ciężko prze­wi­dzieć sku­tek takiego trans­feru. A ryzyko jest oczy­wi­ście zawsze. Alonzo Gee to był dobry trans­fer, ale zda­rzyło się to, co się zda­rzyło. On miał kon­trakt w NBA, bar­dzo chciał tam wyje­chać. Budżet? Na to, na co nas stać, jestem zado­wo­lony z postawy gra­czy. Każdy z nich ma swój indy­wi­du­alny poziom, to prze­kłada się na zespół. Poza tym mie­li­śmy mało czasu na przy­go­to­wa­nia. Zawod­nicy w dru­giej run­dzie Euro­ligi grali dużo lepiej niż w pierw­szej. Pewne rze­czy wypra­co­wuje się przez ciężką pracę. Chłopcy zasłu­żyli na awans do Top 16, ale zabra­kło drob­nych ele­men­tów ukła­danki. Ci gra­cze peł­nili dotych­czas głów­nie dru­go­pla­nowe role, a teraz są klu­czo­wymi gra­czami. Na meczach i tre­nin­gach pra­cują z wiel­kim zaan­ga­żo­wa­niem i poświę­ce­niem. Za wynik odpo­wia­dam ja. W Euro­li­dze zagra­li­śmy dotąd dzie­więć meczów, a w zasa­dzie tylko dwa słabe – w Kaza­niu i wcze­śniej w dru­giej poło­wie meczu z Bar­ce­loną u sie­bie.

WB: W kon­tek­ście osią­ga­nych wyni­ków warto było nara­żać się na kry­tykę i rezy­gno­wać z pierw­szej czę­ści roz­gry­wek w Pol­sce? Bogat­szy w bie­żące doświad­cze­nia Tomas Pace­sas zde­cy­do­wałby się jesz­cze raz na ten krok?

T.P.: Jed­no­znacz­nie odpo­wie­dzieć się nie da. Jeśli masz oka­zję grać w VTB i Euro­li­dze, musisz z tego korzy­stać. Są to naj­waż­niej­sze i naj­trud­niej­sze roz­grywki pucha­rowe w Euro­pie. Musisz okre­ślać wła­sne siły i umie­jęt­no­ści obiek­tyw­nie w star­ciu z naj­więk­szymi. Musimy grać i wal­czyć z naj­lep­szymi, przez to robi się postęp. Oczy­wi­ście można zre­zy­gno­wać z licen­cji „A” w Euro­li­dze, nie grać w euro­pej­skich pucha­rach, a sku­piać się tylko na kra­jo­wych roz­gryw­kach, ale to by było złe dla całej pol­skiej koszy­kówki. Nie można tak robić.

WB: Wię­cej o Panu mówi się w kon­tek­ście wyda­rzeń poza­bo­isko­wych, niż ligo­wych. Blog to gorący temat pol­skiej koszy­kówki – zaczął Pan go pisać zupeł­nie nie­spo­dzie­wa­nie, a mocne tre­ści tam zawarte muszą szo­ko­wać. Co Panem kie­ro­wało, żeby zacząć tę swo­istą kru­cjatę?

T.P.: Szok, jakiego dozna­łem dowia­du­jąc się o tym wszyst­kim, o czym piszę na blogu.

WB: A doce­lowy efekt, który Pan chce osią­gnąć?

T.P.: Dymi­sja władz PZKosz i PLK. Zmiana per­spek­tywy pol­skiej koszy­kówki na lep­szą.

WB: Rzuca Pan wie­loma fak­tami i danymi, które głów­nie ude­rzają w Grze­go­rza Bachań­skiego, Adama Romań­skiego i Jacka Jaku­bow­skiego. Nie dostrzega Pan w ich dzia­łal­no­ści nic pozy­tyw­nego?

T.P.: Nie mogę tego dostrze­gać, jeśli podej­mo­wane dzia­ła­nia się nie spraw­dzają. Mówie­nie o pew­nych spra­wach to jedno, ale oka­zuje się, że rze­czy­wi­stość jest inna.

WB: Trudno oprzeć się wra­że­niu, że Romana Ludwi­czuka wybiela Pan w imię jakiejś wyż­szej idei – prze­cież każdy, kto z poprzed­nim Pre­ze­sem bli­żej pra­co­wał musiał widzieć także jego wady? Dla­czego Pan go tak glo­ry­fi­kuje?

T.P.: W jed­nym z wpi­sów na bloga napi­sa­łem, że p. Ludwi­czak ma też wady. Nie pra­co­wa­łem z Nim, ale fakty mówią, że był zde­cy­do­wa­nie lep­szym Pre­ze­sem. Ja oce­niam z punktu widze­nia zarzą­dza­nia, a nie wnio­skuję z kon­tak­tów per­so­nal­nych. Posłu­guję się suchymi danymi, fak­tami, nikogo nie glo­ry­fi­kuję.

WB: Czy Tomas Pace­sas ma jaką­kol­wiek szansę stać się praw­dzi­wym refor­ma­to­rem, czy Pana blog to tylko głos woła­ją­cego na pusz­czy, a „kara­wana poje­dzie dalej”?

T.P.: Przede wszyst­kim muszę przy­jąć oby­wa­tel­stwo pol­skie i kan­dy­do­wać na Pre­zesa PZKosz (śmiech). Są może ze dwie kan­dy­da­tury, które też będą dobre. Czy kara­wana poje­dzie dalej? To rów­nież praca dla was, dzien­ni­ka­rzy. Pod­czas meczów dzieją się wciąż złe rze­czy i zobacz­cie, że coraz wię­cej osób pisze o tym coraz odważ­niej. A kara­wana chyba aż tak szybko nie jedzie, bo mam poczu­cie, że scho­dząca lawina powoli nabiera sił, że reak­cje róż­nych osób są i  będą wła­śnie „lawi­nowe”, a ludzie, któ­rzy powinni zostać poże­gnani, zostaną poże­gnani „god­nie”.

WB: Nie ma Pan wra­że­nia, że wła­ści­wie jeden tylko, poza naszym, por­tal inter­ne­towy przez długi czas infor­mo­wał o blogu? Dopiero ostat­nio sytu­acja się zmie­niła i w Inter­ne­cie zaczęły poja­wiać się infor­ma­cje o blogu. Był Pan na swój spo­sób „boj­ko­to­wany”?

T.P.: Wła­ści­wie to nie trzeba się temu dzi­wić, jeśli np. p. Kwiat­kow­ski pra­cu­jący w PZKosz i pobie­ra­jący tam pen­syjkę, jest wła­ści­cie­lem jed­nego z por­tali trak­tu­ją­cych o koszy­kówce.  Przy­znajmy, że śmiesz­nie to wyglą­dało, jak dbał on o p. Bachań­skiego, by tego rodzaju infor­ma­cje, jakie są na moim blogu, nie „wycho­dziły”. Ale na szczę­ście są jesz­cze w tym kraju nie­za­leżne osoby, które chcą takie sytu­acje napra­wiać. Koszy­kówka to piękna dys­cy­plina sportu i nie­stety w Pol­sce jest coraz bar­dziej mar­gi­na­li­zo­wana. Ale jestem prze­ko­nany, że ci nie­za­leżni, ci, któ­rym zależy, będą tą sytu­ację popra­wiać.

Czy­taj dalej…

Strony: 1 2

Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady

Powiązane tagi:



Komentarze czytelników (0)